wyjazd Karkonosze -> Chicago:
Nasza droga do Ekwadoru rozpoczyna się 26 grudnia w…Polanicy Zdrój, gdzie spędzamy rodzinnie Święta Bożego Narodzenia. Po śniadaniu wsiadamy do auta, jedziemy prosto na lotnisko we Wrocławiu, skąd mamy lot do Warszawy. Zrzucamy bagaże świąteczne w domu, przebieramy sie i zabieramy bagaże przygotowane na urlop i wracamy na lotnisko na 10godzinny lot do Chicago. Wszystko jak w zegarku 😉
W Warszawie na lotnisku spotykamy się z dream teamem Domi + Cyprian z dziećmi i jesteśmy gotowi do podbijania obu Ameryk! Bezpośredni lot do Chicago jest wygodny (dla niektórych nawet bardzo, bo Agata ma komfortowe miejsce ze względu na kręgosłup ;), a 4 energiczni chłopcy wesoło powodują, że lot nie nudzi się ani nam, ani dziesiątkom pasażerów dookoła 😉

Chicago – ciepło i tak swojsko!
W Chicago bedziemy po raz pierwszy, spodziewamy się śniegu i ekstremalnie niskich temperatur pod koniec grudnia.. a tymczasem, ku naszemu zaskoczeniu, Chicago wita nas deszczową, ale jednak ciepłą pogodą. Jest 10 stopni na plusie (wilgotno, odczuwalna temperatura bliżej zera). Lepsze to niż minus 10 st C prognozowane na kilka dni pozniej. Z Wawy leci z nami sporo Polaków, „starej Polonii”, bo w Chicago i okolicach mieszka.. 720 tys osób polskiego pochodzenia (badanie z 2023). To taki Wrocław lub Kraków! Już na wjeździe widzimy, że Chicago to jednak taka mała Polska. Przylatujemy ok 22 czasu lokalnego, czyli o 5 rano czasu polskiego i padamy ze zmęczenia. Jet lag daje się we znaki bo budzimy się przed 5 rano czasu lokalnego.
Chicago downtown i atrakcje
Spacerujemy po centrum finansowym, w którym znajduje się dużo wysokiej zabudowy z początku XXw oraz współczesnych drapaczy chmur (niektóre z nich mają bardzo ciekawe kształty). Idziemy zobaczyć nabrzeże jeziora Michigan (wymiary 500x200km!). Odwiedzamy tam m. in. the Chicago Children’s Museum, w którym dzieciaki mają kilka h interaktywnej zabawy w różnych obszarach. Odwiedzamy także inną kapitalną atrakcje – Chciago Flyover. Flyover to podniebna “przejażdżka” po Chicago siedząc na fotelu który porusza się w różnych kierunkach. Ciekawe doznanie, udaje nam się z lotu ptaka obejrzeć główne atrakcje miasta, poznać jego aurę o różnych porach roku, z zawrotną czasami prędkością. Efekt jest taki że pod koniec “przejażdżki” niektórzy z nas mają spocone dłonie z wrażenia, dzieciaki chcą wracać na ten “rollercoaster”. Podobne doświadczenie mieliśmy 1.5 roku temu będąc na takiej samej atrakcji w Rejkiaviku na Islandii z Karoliną i Tomkiem (Flyover Iceland) – bardzo polecamy:)












Centrum Chicago miejscami przypomina Manhattan (gdzie spędziliśmy prawie tydzień we wrześniu), ale jest bardzo czysto, prawie nie ma bezdomnych i miasto wystaje się być bardzo dobrze utrzymane – dużo lepiej niż Nowy Jork.
Popołudniu idziemy jeszcze na pyszną kolację i wracamy do hotelu na drinki, ale po 20tej ścina nas z nóg zmęczenie. Jet lag daje się we znaki, wcześnie zasnęliśmy, ale również pobudka była o wczesnej godzinie – 4 nad ranem! Kolejnego dnia mamy do dyspozycji tylko poranek. Na koniec oglądamy sławną srebrną bryłę fasolki która stała się symbolem miasta (współczesny monument). Pomimo 8 stopni na dworze (odczuwalna temp to 2 stopnie przy sporej wilgotności), na ulicach mijamy sporo osób ubranych tylko w same bluzy. Najwyraźniej dla lokalnych to bardzo ciepło 😉 i











Udajemy się w dalszą podróż do Ekwadoru przez Bogotę, stolicę Kolumbii. Na kontroli bezpieczeństwa jest kubeł gdzie mozna wyrzucic wszelkie “niechcący zabrane” narkotyki 😉 Prawdziwym zaskoczeniem jest jednak nowo otwarty lounge LOTu na lotnisku w Chicago (służy do obsługi całego Star Alliance, ktorego częścią jest LOT). To 1. lounge LOT poza granicami PL. Wnętrza przypominają nowy lounge w Warszawie. Ten w Chicago jest bardzo przestronny, ma ogromne panoramiczne okna na płyte lotniska, dobrze wyposażony barek z obsługą 🙂 i smaczne jedzenie z polskimi pierogami i kluskami. Jesteśmy dumni!






