Przygotowania:
Przygotowania zaczynamy 2 miesiące przed wyjazdem. Znajdujemy lokalną agencję, która wydaje nam zaproszenia -> konieczne do pozyskania promes wizowych. Po Turkmenistanie nie można podróżować bez licencjonowanej agencji turystycznej.
Promesy wizowe dostajemy na około 2 tygodnie przed wyjazdem i dopiero wówczas rezerwujemy loty (Tomek nie ufa czy na pewno dostaniemy te promesy, bo wg internetu historycznie było z tym różnie).
Bilety są koszmarnie drogie (możnaby leciec do Nowej Zelandii), ale czego się nie robi dla Turkmenistanu.. Godzinowo dużo lepiej układa nam się lot Turkish Airlines z Berlina, a wrócić planujemy też Turkish Airlines z 2 dniami w Mołdawii.
Podróż:
Jedziemy już w piątek rano do Berlina pociągiem. Podróż mija komfortowo i szybko. Chłopcy przy okazji zwiedzają po raz 1. Bramę Branderburska, Unter Der Linden (nowa ambasada PL 200m od Bramy Brand. robi wrażenie!), muzeum iluzji i też duży pomnik pamięci Żydów. Lunch w naszej (Agaty i Tomka) ulubionej knajpce hinduskiej przy Tiergarten. Kilka fotek przy fragmentach muru berlińskiego – chłopców niesamowicie inspiruje historia podziału Niemiec. Nocleg w hotelu Moxy pod lotniskiem i jesteśmy gotowi do wylotu w sobotę rano.
Latanię Turkish Airlines to przyjemność. Przesiadka w lotnisku w Stambule też zawsze jest fajna (lounge wielkości małego lotniska w PL). Widać ogromną przepaść architektoniczną między lotniskiem w Berlinie i Stambule, mimo że były oddane do użytku w podobnym czasie 5-7 lat temu. Sami nie wiemy czy chcemy piękne CPK jak w Stambule, czy jednak opóźnione o 15 lat jak w Niemczech (z domu do Chopina jedziemy 10 minut). Ale to inny temat..









Jest Turkmenistan:
W Ashgabat lądujemy o 2 w nocy (w PL jest dopiero 23cia). Na miejscu musimy jednak wyrobić wizę, zapłacić za opłaty wjazdowe i.. test na COVID, którego nawet nam nie robią… całość 330 USD. Z lotniska wychodzimy o.. 5tej rano. Tak, procedury zajmują 3h! No tu już jesteśmy dobrze zmęczeni. Nasza agencja czeka na nas i zawozi do hotelu. Mimo znużenia, widzimy że po drodze coś się nie zgadza.. piękne autostrady, niesamowicie oświetlone budynki, pałace, minarety. Gdzie my wylądowaliśmy do jasnej kurny?
Idziemy spać ledwo żywi.


Odjechany Ashgabat
Nie wstajemy na śniadanie, ale na 12 już tak. Przewodnicy zabierają nas na lunch do pysznej lokalnej restauracji, a potem zaczynamy jeździć po zamieszkałej przez 1m ludzi stolicy. Co za KOSMOS!!! Wszystko wielkie i majestatyczne. Bloki mieszkalne obłożone białymi kafelkami. Każde ministerstwo to osobny kompleks budynków pałacowych. Mnóstwo pomników ku poprzedniemu prezydentowi (rządził do 2006, kiedy umarł) i jego władzy. Dopiero przed 2007 zniesiono w Ashgabat zakaz słuchania radia w samochodzie (sic!), zmieniono nazwy dni tygodnia z nazw członków rodziny dawnego prezydenta, czy zezwolono na trenowanie baletu. Po prostu od uzyskania niepodległości po ZSRR (1991) był tu zajebisty zamordyzm. Do dzisiaj w Ashgabat można mieć tylko białe auto, które zawsze musi być czyste (są wysokie kary za jazdę brudnym autem!!). W ogóle w mieście panuje sterylna czystość i nazywane jest Białym Miastem. Szczęki zbieramy z podłogi, bo nie spodziewaliśmy się takiego kosmosu w Azji Środkowej.
Zwiedzamy plac niepodległości otoczony niezliczoną ilością pomników z historii. Po drodze zajeżdżamy na wielkie ruchome koło (uruchamiają je specjalnie dla nas!), pod którym jest gigantyczny salon gier dla dzieci, gdzie.. nie ma nikogo. Wszystko uruchomione i czeka. Olaf i Gucio mają chyba najfajniejszą godzinę życia, mogą się bawić wszystkim dowoli i bez ograniczeń. Na koniec rachunek to.. 35 PLN 🙂











Potem pomnik (wielkości kilku boisk piłkarskich) ofiar trzęsienia ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera, które w 1948r pochłonęło 1/3 mieszkańców miasta (110tys ludzi). Widzimy tam też zmianę warty – jesteśmy jedynymi oglądającymi 🙂
Miasto robi piorunujące wrażenie swoim przepychem, rozmachem i skalą. Ale też czystością.
Nasz Sport Hotel też wielki, wyłożony marmurami. Nawet sporo turystów. Otoczony ternami sportowymi, co najmniej jakby się miała tam odbyć olimpiada.. przynajmniej dzieciaki maja dobry czas w basenie i jacuzzi.
W poniedziałek po super lunchu z fantastycznym lokalnym jedzeniem wyjeżdżamy w droge w głąb kraju!









