Przyjazd
Pociąg punktualnie o 7.00 rano zatrzymuje się na stacji w miejscowości Kerki. Początkowo myślimy że to ostatni przystanek więc niespiesznie pakujemy się i przygotowujemy do wyjścia z pociągu:) nasz przewodnik i opiekun Gerly ze stoickim spokojem wyprowadza nas z błędu, że jak zaraz nie wysiądziemy to pójdziemy dalej. Odbieranas kierowca i mamy przed sobą jeszcze 2.5 godziny jazdy do Parku Koytendag.
Po drodze oglądamy 1000- letnie mauzoleum, w którym pochowani są nauczyciele Islamu. Niestety nasz przewodnik jest bardzo ubogi w słowach więc niewiele udaje nam się dowiedzieć na temat tego przybytku. Po tych kilku dniach już wiemy że jest bardziej naszym opiekunem niż przewodnikiem.. Ruszamy w dalszą podróż. Droga jest wyboista, prowadzi głównie przez tereny pustynne, trochę górzyste, mało zamieszkałe. Nasz kierowca jedzie jak szalony, momentami jeży nam się włos na głowie. Jesteśmy jednak zmęczeni po spędzeniu 2 nocy, najpierw w jurcie i potem w pociągu -> kimamy po drodze. Tomek śledzi mapę, w pewnym momencie jesteśmy zaledwie 2 km od graniczy z Afganistanem!
Dojeżdżamy do naszego hotelu- wygląda niepozornie ale dopiero wieczorem przekonamy się o jego wyjątkowości.






Ślady dinozaurów
Popołudniu idziemy na spacer w kanionie i zobaczyć jaskinie Kyrk Gyz. Miejscowi rzucają na ścianę skały wstążki/ skrawki materiałów i wierzą że jak przyczepią się one do skały to przyniesie im to dobrobyt i szczęście. Później wchodzimy na płaskowyż na którym znajdują się odciski łap dinozaurów które mają ponad 150 mln lat! Początkowo myślimy że to jakaś ściema, ale odciski wydają się być autentyczne. Po erupcji wulkanu dinozaury uciekały po wciąż goracej lawie, zostawiając odciski na miliony lat, co za impakt! Robi to na nas niesamowite wrażenie, czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy i aż trudno sobie to wyobrazić że te odciski są tutaj od 150m lat. Płaskowyż jest malowniczo położony, więc chillujemy się tam dłuższą chwilę.








Masaż robiony przez.. kozy
Przewodnik zabiera nas na lokalną atrakcje – masaz robiony przez.. kozę☺️ trochę nie możemy sobie tego wyobrazić ale po chwili wszystko staje się jasne:) na plecy zakłada się płaszcz i kuca się, a koza wskazuje na plecy i po nich chodzi☺️ Ciekawa rozrywka, Tomek jest w pełni wymasowany :))
Wieczorem w naszym hotelu.. jest lokalna impreza. Cała miejscowość schodzi się, tańczą, śpiewają i imprezują – bardzo ciekawy folklor. Trzeba tu dodać że miasteczko w Turkmenistanie (kilka km od granicy Uzbeckiej) wygląda już normalnie jak na warunki Azji Srodkowej i petrodolary nie dotarły tu masowo.



Powrót do Ashgabat
W czwartek po wczesnym śniadaniu zbieramy się, wracamy 2.5h do Kerki i stamtąd lokalnymi liniami lecimy do Ashgabadu. Wieczorem robimy sobie jeszcze tour po oświetlonym “Białym Mieście” (prąd jest za darmo, więc każdy budynek ma jakieś iluminacje). To miasto nie przestaje nas fascynować!
W piatek wcześnie rano zbieramy się na lotnisko, skąd przez Istanbul polecimy do Kiszyniowa w Mołdawii. Ostatnie 5 dni albo spaliśmy w drodze albo wstawaliśmy między 5 a 6:30 rano – jesteśmy dość wykończeni 🙂








