Przylatujemy. A ten Surinam to kraj?
Lot z Curacao do Paramaribo (stolica Surinamu) był opóźniony o 6.5h.. jak przyjechaliśmy na lotnisko w Curacao, to okazało się że nasz samolot.. właśnie odleciał do Miami, gdzie wykonywał wcześniejszy kurs. Na szczęście czas w dobrym towarzystwie leci bardzo szybko 🙂
W Surinamie mieszka niewiele ponad 500tys ludzi, z czego połowa w stolicy – Paramaribo. Ten kraj to jedna z 3 Gujan, która była kolonią Hoelnderską. Niepodległy od 1975r. Kraj jest niesamowitym tyglem niewolników z Afryki, Hindusów, Javajczykow, Japończyków i wielu innych narodowości. W stolicy obok siebie stoją meczet, synagoga, świątynia hinduska i katolicka. Po raz kolejny w ciągu ostatnich miesięcy widzimy kompletną mieszankę religijną (poprzednio Erytrea) i nikomu to nie przeszkadza! Da się? Da.
Na lotnisku odbiera nas przewodnik Sameer. Do hotelu przyjeżdżamy około 3ciej w nocy. Będzie naszą bazą na kolejny tydzień.
Rano kierowca robi nam wstępny obwóz po Paramaribo. Miasto portowe, gdzie rzeka Surinam uchodzi do oceanu Atlantyckiego. Niska zabudowa, ale pozostało wiele kolonialnych budynków, która są świetnie utrzymane. Przez kilka wieków kraj budował swoją pozycję jako eksporter kawy i kakao, które rosły na około 200 plantacjach. Niewolnictwo zostało zniesione dopiero w latach 60. XIXw. W XXw ekonomię dominował eksport boksytów, ale kilka lat temu też biznes upadł. Obecnie Chińczycy inwestują w wydobycie ropy naftowej i wracają do boksytów..








Afobaka – Amazonia po Surinamsku
Jedziemy nową drogą na południe w głąb Amazonii około 1.5h. Tutaj dokujemy się do Afobaka Resort, położnego na brzegu rzeki Surinam, poniżej ogromnej tamy Afobaka. Taka została zbudowana w latach 60. XXw, jako źródło prądu do wydobycia boksytów. Po jej budowie powstało ogromne jezioro Brokopondo o powierzchni prawie 1500km2. Polecona lokalnie przedsiębiorczyni zabiera nas na rejs po jeziorze, a potem do lokalnej wioski potomków niewolników (nazywani są Marunami, po ang Maroons). Wioska nie przypomina biednych wiosek z Afryki, ale spędzamy trochę czasu w lokalnym barze z klimatem, a chłopcy rozdają dzieciakom przywiezione prezenty 🙂
Zarówno Sameer (nasz kierowca, który ma firmę przewozową) oraz Orsine (przewodniczka w Afobaka), są przedsiębiorcami. Orsine jest Maronką (potomkiem niewolników z Afryki), która mieszkała wiele lat w Holandii, A Sameer częściowo Hindusem, jego kierowca Javajczykiem. Tacy ludzie tworzą ten kraj.


















Historyczne okolice Paramaribo
Po 2 nocach w Afobaka i okolicach wracamy do Paramaribo. Sameer zabiera nas na objazd kilku plantacji, gdzie czujemy klimat odległych czasów. Kolonialna zabudowa jest swietnie utrzymana. Rzeka Surinam jest tutaj bardzo szeroka i wpływają na nią pełnomorskie transportowce. Nie widzimy delfinów, które tam podobno pływają, ale w ciągu 40 minut na łódce 2x pada deszcz i świeci słońce 🙂 Pogoda jak w Szkocji! A tak naprawdę to widzimy ostatnie podrygi pory deszczowej, która miała się skończyć w lipcu. Dobrze że w kraju praktycznie nie ma komarów, a od kilku miesięcy także malarii (wg WHO).
Nasz Hotel Marriott ma świetną plażę nad rzeka Surinam. Jest to też miejsce imprezowe, więc w sobotę wieczorem wpadamy tam na drinka. A w niedziele.. jedziemy już na lekko na wschod, do Gujany Francuskiej. Do Surinamu wrócimy za 3 dni. Po drodze Sameer zabiera nas na lokalne śniadanie, gdzie długi na ponad metr talerz dosłownie wjechał na stół! A my jedziemy do Gujany Francuskiej!













