Najpierw dramat ze złamaną nogą Agaty na tydzień przed wyjazdem. W ostatniej chwili decyzja, że Agata jednak zostaje w Warszawie. Zmiany lotów, hoteli i innych rezerwacji.
Lecimy we 3 do Nowego Jorku, spotkanie z Domi/ Cyprianem i dziećmi i przeskok na Curaçao, gdzie wszystko jest tak kolorowe, że nawet Instagram potrzebuje okularów przeciwsłonecznych. Pastelowe domki, karaibski chill i morze, które wygląda jak Photoshop na żywo. Tak mija tydzień.
Potem trzy Gujany. Brzmi podobnie, prawda? A jednak każda ma swoją osobowość. Gujana – bardziej karaibska, z miksowaną kulturą i niespodziankami na każdym kroku. Surinam – niby mały kraj, a tak wielka mieszanka kolonialnej Holandii, dżungli i klimatów jak z bajki o statkach pirackich. A Gujana Francuska? No cóż, powiedzmy, że to taki kawałek Europy, tylko że z palmami, moskitami i rakietami kosmicznymi startującymi niedaleko. 🚀🌴 3 Gujany i 10 dni.
A na koniec – USA. Z tropików i karaibskich drinków prosto do krainy hamburgerów XXL, klimatyzacji ustawionej na poziom „Antarktyda” i zakupów w sklepie M&Ms na Times Square. Fajne 3 dni z dziećmi.
Podsumowując – ciekawe i intensywne ponad 3 tygodnie, ale oczywiście to kie to samo jakbyśmy byli w pełnym składzie rodzinnym!
Nie pozostaje nam nic innego niż w listopadzie.. powrócić do Ameryki Południowej już w pełnym składzie rodzinnym, tym razem do Wenezueli, którą wycięliśmy z naszego planu. Stay tuned!



















