Pobudka rano. Śniadanie i wyjazd z hotelu. Mamy do przejechania 250km na północ Kamerunu. Nasz kierowca jeszcze wczoraj bardzo zachowawczo z nami jeździł. Teraz wyraźnie poczuł zew krwi w luksusowej (jak na tutejsze warunki) Toyocie, którą przyszło mu prowadzić z rodzinką białych.
Wodospady Ekon Nkam
Pędzimy przez niekończące się wioski. Drogą asfaltowa zazwyczaj ok. Możemy śmiało wyobrazić sobie że jeszcze kilkanaście lat temu jej nie było i ten dojazd zająłby cały dzień zamiast 4-5h. A wszystko to w stronę wodospadów Ekom Nkam, jednych z najwyższych w Afryce. Ostatnie 10km drogą szutrową przez wioski. Po drodze oddajemy kilka z zabawek z torby z giftami Tomka (mamy ich z 10kg).
Na miejscu formalności (Afryka uwielbia papiery nikomu niepotrzebne), 15 minutowy spacer i naszym oczom ukazują się one! Wodospady Ekom Nkam!
Mamy teraz koniec pory suchej, co sprzyja małej ilości komarów z malarią, której odmiana w Kamerunie jest wyjątkowo agresywna. Jednocześnie pora sucha powoduje dość niski przepływ wody w wodospadach. Ale i tak jest pięknie. Oglądamy wodospady z góry i z dołu. Sami zobaczcie filmik!
A w międzyczasie Tomek z Guciem wskakują pod jeden z mniejszych wodospadòw – kąpiel pod strumieniem wody uderzającym z kilkudziesięciu metrów jest niezapomniana! No i włosy dobrze umyte, chodź pewnie jest ich mniej po tej kąpieli 🙂












Douala – największe miasto Kamerunu
Dalej jedziemy do Douala, 4 h jazdy. Łapiemy niesamowite widoki zachodzącego słońca i golden hour na kameruńskiej wsi. No i totalnie przeładowane pojazdy.
Po przyjeździe check- in do Kristal Palace w Douala i podobnie jak wcześniej mamy za mały pokój. Tylko 2h (czas afrykanski) trochę krzyków i problem zostaje rozwiązany. Ahh ta Afryka 🙂
W środę zwiedzanie Douala. To największe miasto Kamerunu (ponad 4m ludzi), ale nie stolica, którą jest Yaoundé. Widzimy katedrę i pomnik człowieka zrobiony z materiałów recyklingowych. Potem za poleceniem Piotra M. Jedziemy na targ rybny w porcie. Nasz kierowca siłą perswazji wymusza wjazd przez bramę główną (coś tam się od nas nauczył), bo normalnie trzeba mieć jakąś tam zgodę. Targ rybny robi wrażenie – mężczyźni kroją i patroszą ogromne ryby, a kobiety chowają je do ogromnych zamrażarek. Chyba pierwszy raz w życiu widzimy tak ogromne żywe krewetki!
Dalej jedziemy na targ warzywny. No dawno czegoś takiego nie widzieliśmy, ludzie poza warzywami handlują jakąś słomą!! Wygląda to jak średniowieczny targ w środku Europy. Klimatycznie, ale tez strasznie..
Po drodze targ z pamiątkami (Olaf kupuje tłuczek, a Gucio idzie w ślady taty ponieważ zakochany jest w.. Afryce i dostaje drewnianą mapę Afryki 🙂
I w drogę na lotnisko.. po przejściu 7 (!) różnego rodzaju kontroli wchodzimy do ATR-72 linii Afrijet. Mamy startować i pilot ogłasza że.. lotnisko w Malabo w Gwinei Równikowej zostało zamknięte! Wracamy do pustego i gorącego terminala (koncept tzw naturalnej klimatyzacji czyli wiatru). Czekamy 2h. Otworzyli. Lecimy!












Prowadzicie insta/fb?