Na narty do Włoch jedziemy trzeci sezon z rzędu z warszawską firmą SamFan, w towarzystwie 2 rodzin przyjaciół z Warszawy Ania, Maciek, Olga i Grzesiu z dziećmi. Do tej pory zawsze dopisywała nam piękna pogoda, tym razem nie mogło być inaczej! W sobotę mamy wczesną pobudkę (o 4:30rano!) ale za to jesteśmy w Weronie już chwilę po 9tej. Na lotnisku spotykamy naszych dawnych sąsiadów z Grzybowskiej. Po wypożyczeniu samochodu udajemy się na śniadanie do centrum Werony. O dziwo do tej samej knajpy udają się nasi dawni sąsiedzi, przeznaczenie?!😀 chyba tak, bo potem okazuje się że śpią w hotelu obok nas i widujemy ich na stoku w ciągu tygodnia 🙂
W Weronie zwiedzamy m.in. sławny balkon i miejsce zamieszkania Julii (z Romeo i Julia). Miasto nawet o tej porze roku bardzo nam się podoba – klimatyczne uliczki, bardzo zadbane, włoskie knajpki etc.

Popołudniu przyjeżdżamy do hotelu Rio Stava w miejscowości Tesero, w dolinie Val di Fiemme.
Hotel jest bardzo przestronny, ma duże spa (osobno dla dorosłych!) i basen, sale zabaw dla dzieci, piwniczkę z miejscem do degustacji wina, oraz pyszne jedzenie (bardzo dużo włoskiego jedzenia). Jedyny minus jest taki że na stok trzeba dojechać 6km ski busem. Na nizinach nie ma śniegu, dopiero dużo wyżej na stokach narciarskich widać aurę zimową. Co ciekawe region Trentino jest dwujęzyczny (poza włoskim, obowiązującym językiem jest j. niemiecki). Mieszka tu autonomiczna mniejszość która posługuje się j. niemieckim, jest to podobno najbogatszy region Włoch.
Program sportowy zakłada jak zawsze codzienne narty od 10 do 16.00, śmigamy na połączonych ze sobą 3 ośrodkach narciarskich: Pampeago, Cavaleze i Predazzo. Dzieci i Agata sa zapisani na trening narciarski, każdy w swojej grupie wiekowej. Pogoda przez 6 dni z rzędu jest idealna- bezchmurne, niebieskie niebo i przyjemne temperatury – nawet do 10 stopni w ciągu dnia. Agata ma świetną ekipę, która oprócz intensywnego treningu na stokach, regularnie odbywa degustację lokalnych włoskich napojów % tj bombardino, calimerp, grappa, prunia, i inne. Tomek szaleje na nartach z kim może, bijąc z Grzesiem rekordy prędkości (w tym roku 109km/h na czarnej trasie, prawie 60km przejechane w 1 dzień etc). Tomek to generalnie zawsze szukał kto w danym momencie jeździ i się podłączał i porywał na czarne trasy (Ania je już teraz uwielbia bo w końcu można się rozpędzić 🙂 z ciekawostek: Agata z grupą zabierają na stok szlafroki i w nich zjeżdżają 🙂 Olaf, Gucio mały, Gucio duży, Zosia i Kacper wygrywają końcowe zawody w slalomie w swoich kategoriach wiekowych 🙂 nieważne że niektórzy z nich są w tym samym wieku (Kacpra i Gucia dzielą 3 tygodnie :))
Po nartach korzystamy z basenu, sauny, jacuzzi i masaży.















Wieczory mijają nam po włosku czyli na wspólnym długim biesiadowaniu przy jedzeniu i winku. Padamy codziennie razem z dziećmi ok 22.30, jednak sport na świeżym powietrzu, obfite jedzenie i dużo wieczorne wino robia swoje! Jedzenie jest obłędnie pyszne, obsługa hotelu niezwykle przyjazna, pogoda idealna! Jak tu nie kochać Włoch!



W drodze powrotnej zatrzymujemy się nad jeziorem Garda w miejscowości Peschiera del Garda. Przepiękna – bardzo zadbana, z piękną włoską zabudowa, licznymi knajpami, widać tu dobre old money. Wszystko pięknie zadbane.
dojeżdżamy do Mediolanu, oddajemy wypożyczone auto i przepakowani (nasze rzeczy narciarskie wróciły do Warszawy) lecimy do Kamerunu i Gwinei Równikowej w Afryce. Czemu tam? Bo czemu nie? :))




