(czyli jak brak wizy do Gabonu zamienił się w przygodę)
W drugi tydzień ferii zaplanowaliśmy tygodniowy wypad do Afryki z Grzesiem, Olgą i dziećmi. Plan był prosty (a jakże!): Gabon + Wyspy Świętego Tomasza i Książęca – tak, to 2 osobne kraje i tak, jeszcze nas tam nie było 🙂
Problem? Wiza do Gabonu. A właściwie jej brak.
Wiza do Gabonu – teoria vs. rzeczywistość
W grudniu złożyliśmy wnioski o e-wizy do Gabonu. Sprawę monitorowaliśmy będąc na urlopie w Azji, ale… wnioski wisiały w próżni. Nie były ani odrzucone, ani zaakceptowane.
Tradycyjna wiza? Teoretycznie możliwa w Berlinie lub Paryżu. Praktycznie – nierealna, bo:
- paszporty mieliśmy przy sobie,
- wróciliśmy do Europy ponad tydzień później niż planowaliśmy (hospitalizacja i rekonwalescencja Agaty zrobiły swoje)
Tomek uruchamia więc plan B: fixer w Gabonie, czyli lokalny człowiek-od-zadań-specjalnych, który próbuje załatwić wizę na miejscu. Jesteśmy w stałym kontakcie, ale sytuacja robi się nerwowa – wizę może dostaniemy we środę, a lot mamy w sobotę. Potem wiza ma być w czwartek, a potem w piątek..
Lot do Gabonu… bez wizy. Czyli adrenalina level expert
W sobotę wieczorem Agata dołącza do Tomka i chłopców w Mediolanie. O 23ciej planowy lot Ethiopian Airlines do Gabonu, z przesiadką w Addis Ababie. Tak samo lecieliśmy rok temu po nartach do Kamerunu i Gwinei Równikowej: https://totutotam.blog/podroze/kamerun-i-gwinea-rownikowa/
Wizy do Gabonu? Nadal brak. Spędzamy kilka godzin przed wylotem napróbach zmiany rezerwacji i wiszeniu na infolinii. Niestety – bez sensownego rozwiązania, poza zakupem nowych biletów.
Trudno, idziemy na check-in. Standardowa procedura i pracownik lotniska:
👉 „Poproszę wizy do Gabonu”.
Tomek ze stoickim spokojem pokazuje potwierdzenia złożenia wniosków e-wizowych, które absolutnie nie są wizami i nie uprawniają do wjazdu. Pracownik patrzy… i uznaje je za wizy!
Robi nam odprawę.
My: 😜
Lecimy!
Addis Abeba zamiast Gabonu – plan awaryjny idealny
Ponieważ lot do Gabonu jest z przesiadką w Addis Ababie, podejmujemy decyzję:
➡️ zostajemy w Etiopii na kilka dni, żeby na spokojnie poczekać na wizy.
➡️ Deportacja w Gabonie nie brzmi jak atrakcja turystyczna, a po sprawdzeniu online widzimy że Gabon nie jest krajem gdzie można przylecieć “na pałę” bez wiz.
Po przylocie do Etiopii na lotnisku w Addis Ababa zaczyna się logistyczny rollercoaster:
- Ethiopian Airlines nie bardzo wiedzą, co z nami zrobić,
- jesteśmy odsyłani z miejsca na miejsce,
- w końcu udaje się przerezerwować lot do Gabonu na 3 dni później (wpuścili nas na lot bez wiz, wiec muszą coś zrobić z nami).
Tomek biegnie do bramki, żeby nie wysyłali naszych bagaży dalej do Gabonu, a Agata z chłopcami idą na śniadanie do business lounge. Działamy jak zespół Formuły 1.
Addis Ababa i… znikające bagaże ✨
Kupujemy wizy etiopskie, idziemy po bagaże i… zonk.
Bagaży nie ma.
Czekamy:
- 1 godzinę
- 2 godziny
- 3 godziny
Przylecieliśmy o 7:00, jest 13ta, a my nadal koczujemy przy taśmie. W końcu dowiadujemy się, że nasze bagaże najprawdopodobniej jednak poleciały do Gabonu.
Jedziemy więc do hotelu bez bagaży, ale za to:
- żywi,
- cali,
- w Afryce, ale nie w więzieniu deportacyjnym
Bilans? Na plus. Grzesiek z Olgą i dziećmi mają do nas dołączyć 1 dzień później, więc przebukowuja bilety online i dołączają do nas po 1 dniu (ze wspólnych nart we Włoszech polecieli jeszcze na wesele do Grudziądza – hardcorowcy!)
Luksusowy start w dwubiegunowej Etiopii
Na pobyt wybieramy Sheraton Addis, uznawany za najlepszy hotel w kraju. Już przy wejściu pełna kontrola bezpieczeństwa jak na lotnisku.
Hotel jest piękny, elegancki i bardzo zadbany. Szybki prysznic i ruszamy w miasto. Etiopia to kraj skrajności – Addis Ababa robi bardzo dobre wrażenie, szerokie i czyste ulice, ładnie biurowce. Jednak.. mieszka tu zaledwie 6m z 135m Etiopczyków, gdzie prawie połowa populacji kraju nie ma dostępu do prądu. Szokujące.





Muzeum Narodowe Etiopii i… Lucy, nasza prababcia
Pierwszy punkt: Muzeum Narodowe Etiopii.
Przed wejściem spotykamy jedną jedyną grupę „białych”. Oczywiście Polacy. Zawsze. Wszędzie. Kupują nam bilety do muzeum, bo nie mamy lokalnej waluty. Odmawiają przelewu blikiem na.. 5 PLN 🙂
Muzeum jest dość proste, ale niezwykle interesujące. To właśnie tutaj znajdują się szczątki Lucy – kobiety sprzed ponad 3.2 milionów lat, odnalezione w 1974 roku na terenie Etiopii. Lucy to Australopitek.
Lucy została znaleziona w Rowie Wschodnioafrykańskim, miejscu gdzie:
- dwie ogromne płyty tektoniczne oddalają się od siebie,
- Afryka powoli dzieli się na dwie części.
Historia, geologia i ewolucja w jednym. Bardzo mocne.



Święta Katedra i trudna historia Etiopii
Kolejnego dnia dołączają do nas Olga i Grzesiek z dziećmi 🙂
Poranek upływa leniwie, ale po południu odwiedzamy Świętą Katedrę w Addis Abebie.
To najważniejsze miejsce sakralne w Etiopii, wybudowane na cześć zakończenia okupacji włoskiej. Cerkiew prawosławna w stylu europejskim, ale z afrykańskim twistem – na witrażach święci mają afrykańskie twarze.
Oprowadza nas prawosławny pop, pokazuje m.in. bębny używane podczas ceremonii.
Później trafiamy do Muzeum Ofiar Czerwonego Terroru.
To jedno z najbardziej poruszających miejsc, jakie odwiedziliśmy:
- lata 70., junta wojskowa wspierana przez ZSRR,
- w ciągu 2 lat zamordowano ok. 500 tysięcy ludzi,
- muzeum jest surowe, dosadne, momentami wstrząsające, np. z czaszkami zamordowanych
Niełatwe, ale bardzo ważne doświadczenie.









Park Entoto – zielona strona Addis Ababy
Kolejnego dnia jedziemy do Parku Entoto, położonego wysoko nad miastem.
To ogromna przestrzeń pełna:
- tras spacerowych i rowerowych,
- kawiarni i restauracji,
- atrakcji typu zip line, łucznictwo.
Spędzamy tam 4–5 godzin. Wisienką na torcie są zjazdy potrójna tyrolką na wysokości.
Chłopcy? W siódmym niebie.












Zachód słońca na najwyższym budynku Etiopii
Na zakończenie dnia jedziemy do najwyższego budynku w Etiopii (i Afryce Wschodniej) – 51 pięter.
Restauracja na 50. piętrze, widoki? Kosmos. Idealne domknięcie tej nieplanowanej, ale genialnej przygody w Etiopii.
Następny przystanek Gabon. W końcu.






