Przylot do Galápagos i same zaskoczenia:
Z fantastycznej Amazonii wracamy samolotem do Quito i spędzamy 2 dni w Quito i na północ od Quito. Opiszemy to jednak w osobnym wpisie podsumowując Quito i okolice po Galápagos.
Agencja ma odebrać nas z hotelu i zawieźć na lotnisko (1h jazdy). Kierowca wydzwania zdenerwowany że nas nie ma, a my go nie widzimy. Okazuje się że czeka na nas na.. lotnisku. Pomylił się. Dobrze że Domi mówi biegle po hiszpańsku – często ratuje nas to z opresji! Do odlotu zostały 3h. No nic.. Uber załatwia sprawę i dojeżdżamy na czas na lotnisko.
Lot z Quito do Baltry na Galápagos trwa 2 godziny, a wyspy położone są około 1000km na zachód od wybrzeża Ekwadoru. Zamieszkałe są 4 wyspy, a w sumie jest 19 wysp i kilkadziesiąt mniejszych wysepek i skałek. Jest bardzo ciepło, zdejmujemy nasze dżunglowe dresiki. Po przylocie, pierwsze zaskoczenie to iguany które mijamy już idąc z samolotu do budynku lotniska. Iguany leżą bez ruchu i obecność człowieka nie robi na nich żadnego znaczenia. Drugie zaskoczenie to że dostajemy pieczątki do paszportu, mimo że Galápagos jest przecież częścią Ekwadoru. Trzecie zaskoczenie to że za wjazd i te pieczątki na Galápagos musimy zapłacić w sumie 680 USD/ rodzinę. Gotówką. Czwarte zaskoczenie to roślinność- specyficzne karłowate roślinny (w większości endemiczne), skały i inne formacje pochodzenia wulkanicznego, które tworzą dość surowy klimat (trochę nie pasujący wyglądem do panujących tu wysokich temperatur).
Z lotniska położonego na małej wyspie Baltra przedostajemy się promem na większą wyspę Santa Cruz (przeprawa trwa 5 min). Widzimy liczne lwy morskie, pelikany i mnóstwo dużych kolorowych krabów. Wszystkie zwierzęta czują się tutaj bardzo swobodnie i w ogóle nie stronią od ludzi. Czytamy w przewodniku ze jest to cecha charakterystyczna wysp Galapagos- nie istnieją tutaj naturalne drapieżniki dla wielu gatunków zwierząt, ludzie również nie polują na dziko żyjące zwierzęta, stąd czują się one bezpiecznie w ich towarzystwie. Zapowiada się ciekawie!
Po drodze z lotniska zajeżdżamy na lunch do farmy żółwi. Mijamy kratery wygasłych wulkanów bogato obrośnięte endemiczną roślinnością. Droga do rancza wiedzie przez zielone pola, na których znajduje się niezliczona ilość tych żółwi. Na wyspach Galapagos mieszka ponad 50.000 żółwi różnych gatunków (ludzi jest 30 tysięcy), żyją one średnio ponad 150 lat, ich wiek można rozpoznać po ilości krążków na skorupie. Można się do nich zbliżyć, ale zasada jest taka, że absolutnie nie można dotykać zwierząt.






Puerto Ajora – stolica Galápagos
Jedziemy do największego miasta na Galapagos, Puerto Ajora, którego nabrzeże jest bardzo skomercjalizowane- pełne knajpek, barów i sklepików, wieczorem tętni życiem. Zatrzymujemy się w hotelu Ninfa, w ścisłym centrum nieopodal portu. Chłopcy przebierają się w kąpielówki i cały wieczór spędzają w basenie. Do Tomka odzywa się na Facebooku kolega ze studiów w UK, który pisze że chyba widział go na farmie żółwi 2 godziny wcześniej. Tomek nie widział go od skończenia studiów w St Andrews czyli od ponad 16 lat! Ewan przyjeżdża ze swoją ekwadorską żoną w odwiedziny do naszego hotelu, świat jest mały! Niesamowite spotkanie po latach 🙂


Cuda na Isabeli
Kolejnego dnia przepakowujemy się i z samego rana wyruszamy w 2 godzinną przeprawę szybką łodzią na największą wyspę Isabela. Wyspa ta słynie z bardzo spokojnej, wręcz sennej atmosfery, pięknych plaż i licznych gatunków zwierząt. Wychodząc z portu mijamy leniwie wylęgające się w słońcu lwy morskie (początkowo mylimy je z fokami:)) po 2h i prawie 100km na wodzie logujemy się do naszej willi położnej przy plaży wśród palm, z dużymi tarasami wyposażonymi w leżaki i hamaki i piękn. Po walce z dziećmi udaje się ustalić ze to jednak dorośli mieszkają w najlepszych pokojach.. Łatwo nie było.
Tego dnia czeka nas popołudniu snorkelling i odwiedzenie ciekawych formacji skalnych powstałych wskutek erupcji wulkanów (zwanych los tunnelos). W wodzie podziwiamy liczne gatunki ryb i stworzeń morskich tj koniki morskie, rozgwiazdy i żółwie morskie. Spacerując po skałach oglądamy kraby (są bardzo kolorowe i niektóre z nich całkiem pokaźnych rozmiarów), widzimy małe pingwinki (dorosłe osiągają wysokość 35cm wysokości), liczne iguany, lwy morskie i niebieskonogie głuptaki (symbol wysp Galápagos). Głuptaki (ang blue leg boobies) sa gatunkiem ptaków występującym tylko na Galapagos, a swoje niebieskie nogi zawdzięczają jedzeniu sardynek, gdzie ich toksyny nadają nogom ptaków charakterystyczną niebieską barwę. Po powrocie widzimy jeszcze 2 iguany walczące o życie. Nie ma żartów! Popołudnie spędzamy leniwie w swoim pięknym domku, dzieciaki szaleją w wodzie, a my wylegujemy się na ciepłym piachu. Przyjemne zakończenie dnia:)








Kolejnego dnia, z samego rana płyniemy zobaczyć piękne formacje skalne. Spotykamy młodego głuptaka, który dopiero uczy się latać i samotnie przygotowuje się do wejścia w dorosłość. Ciekawostką jest to, że mama tych ptaków zazwyczaj składa 2-3 jaja, po wykluciu silniejszy Głuptak zabija swojego słabszego brata czyli od urodzenia staje się mordercą! Ptak nic nie robi sobie z naszej obecności, wręcz skutecznie nas przegania i wytycza dość zdecydowanie granice swojego obszaru. Asertywny osobnik:) Następnie idziemy pływać z rurką i maską. Poziom wody jest dość niski ale udaje nam się zobaczyć min koniki morskie, różne rodzaje płaszczek, żółwie wodne i rekiny (nie ludojady). Dzieciakom bardzo się podoba (a jak wiemy trudno ich zaspokoić 🙂
Wieczorem chillout na plaży przy zachodzącym słońcu. Po prostu jest bajka!
Wieczorem kobitki chcą wcisnąć mężczyznom konieczność przygotowania posiłku dla dzieci. Mężczyźni nie godzą się z takim losem i ogłaszają strajk, ale jednocześnie dają dzieciom ogromnego arbuza, którym dzieci się zajadają z uśmiechami. Ostatecznie płaczące dzieci posila Domi dając im hamburgera 😉
















Rano chłopcy zaliczają jeszcze lokalnego fryzjera i wesoło wracamy na wyspę Santa Cruz jeszcze na 2 noce.
W ostatni dzień mamy całodniową wycieczkę na czwartą dla nas wyspę. Podczas podróży Olaf z Antosiem zarzucają wędkę i .. łowią tuńczyka. Niesamowite jak szybko, jak łatwo i jak wielki jest ten tuńczyk! Nurkujemy kilkukrotnie z maską, widzimy ogromne ławice ryb, ogromnego rekina 3m od nas, nurkujące żółwie i lwy morskie. To wszystko przy niesamowitej przejrzystości wody z widocznością na ponad 50m. Pyszny lunch na łodzi, Gucio po raz kolejny wykazuje się swoimi niesamowitymi zdolnościami nawiązywania kontaktów (co widzimy na każdym wyjeździe), bo przez ponad 1h toczy na łódce ożywioną rozmowę z 40letnim Niemcem, gdzie jak zwykle… sam go zaczepił.
Ostatni wieczór na Galapagos spędzamy w basenie w hotelu Ninfa i chilloutując się. Rano pakowanie, Olaf przypomina sobie, że piankę do nurkowania (wypożyczoną) zostawił z chłopakami w sklepie w koszyku. Ponieważ pani w wypożyczalni się rozpłakała, piankę udaje się odzyskać po biegu do sklepu.
Ostatni rzut oka na Galapagos, droga powrotna i żegnamy te niesamowite wyspy. Każda minuta z tych 5 dni była warta pobytu w tym trochę surrealistycznym, ale jakże ekscytującym kawałku raju.











