Dopinamy swego. W sierpniu Wenezuela musiała poczekać — Agata złamała nogę, więc plan poszedł w… maliny. Tomek z Domi i Cyprianem oraz czterema chłopakami wzięli wtedy na celownik 3 Gujany (tak, da się tam dojechać, choć mapa twierdzi, że nie). Ale wycieczka w Wenezueli już dawno opłacona, więc… lecimy!
Korzystając z kilku dni wolnego w okolicach 11 listopada, wyrywamy z kalendarza 10 dni — ambitny plan.. Rezerwujemy możliwie najkrótsze loty przez Bogotę, bo… do Caracas polecieć dziś to jak trafić w szóstkę w totka. Wenezuela jest skonfliktowana niemal z każdym, a jej główny sojusznik, putinowski reżim, ostatnio bardziej potrzebuje pomocy, niż może jej udzielać. Do tego tydzień temu Trump wysłał w okolice największy amerykański lotniskowiec „na walkę z kartelami” — czyli.. na wymianę prezydenta Wenezueli Maduro.
I właśnie dlatego uwielbiamy takie kierunki. Daleko, trudno, malaria, polityczne napięcia — brzmi jak dobra destynacja. Za to dobra dostępność hoteli! No i jest Angel Falls — najwyższy wodospad świata, prawie kilometr spadającej wody, ukryty w amazońskiej dżungli, taki księżyc w pełni na burzliwym wenezuelskim niebie.
To już nasz trzeci w tym roku wypad do Ameryki Południowej (razem jakieś sześć tygodni). Dzieci szczęśliwe, przygotowane na długie loty i jeszcze dłuższe czytanie. Szczególne brawa dla Olafa — napisał dwa testy w szkole dzień przed wylotem, żeby nie mieć zaległości. Czy zda? To się okaże po powrocie 😉
Logistyka dopięta: tranzyty, hotele, bezpieczne transfery (w Caracas, wiadomo – różnie bywa), lokalna agencja ogarnia awionetkę do Canaimy, trekkingi i łódkę do lodge u stóp Angel Falls.
Trzymajcie kciuki — właśnie zapinamy pasy! ✈️🌎



