Wakacje na Phuket – raj, plankton i… Bangkok Hospital
(czyli jak wakacje marzeń skręciły w stronę serialu medycznego)
Wakacje na Phuket – pierwsze wrażenia
Przylatujemy na Phuket i bez zbędnych ceregieli kierujemy się do Veranda Resort Phuket. Godzina jazdy z lotniska i jesteśmy na miejscu. Hotel kaskadowo wspina się na zboczu nad Ao Yon i już pierwszego wieczoru serwuje nam zachód słońca w jakości „wow”. Jest nowiutki, śnieżnobiały, z architekturą pełną obłych, designerskich detali – Instagram płacze ze szczęścia.
Jedyny minus? Spora liczba turystów z Rosji… momentami mamy wrażenie, że to oni są tu all inclusive 😉
Slow life na Phuket – basen, plaża i tajskie jedzenie
Pierwsze dni mijają w trybie slow-mo: trochę basen, trochę plaża. Dzieci praktycznie nie wychodzą z wody (gdyby mogły, spałyby w masce i z rurką). Wieczorami spacer do knajpek przy plaży – dosłownie kilkaset metrów od hotelu. Tajskie jedzenie tak dobre, że człowiek zaczyna podejrzewać magię, do tego szum morza, ciepły wiatr… a na deser tajski masaż. I już wiesz, po co są wakacje. Bonus fabularny: po drodze spotykamy skorpiona na asfalcie. Chyba pierwszy raz widzimy żywego tak po prostu na ulicy. Niestety, nie wygrywa on starcia z przejeżdżającym samochodem… Tajlandia potrafi być brutalnie realistyczna.






Patong Beach – skutery wodne i imprezowe oblicze Phuket
Po dwóch dniach błogiego nicnierobienia Tomek wpada na pomysł wypożyczenia skuterów wodnych na słynnej plaży Patong. Skutery to świetna zabawa, choć fale są spore i pływanie momentami przypomina walkę o przetrwanie. A sama Patong Beach? Jedna wielka imprezownia. Jeśli ktoś szuka ciszy, spokoju i dźwięków natury – to zdecydowanie nie tutaj. Cyprianowi bardzo się tutaj nie podoba.



Phuket Old Town – kolorowe serce wyspy
Olaf zostaje z Agatą w hotelu nadrabiać szkolne zaległości (tak, „wakacyjne lekcje” naprawdę istnieją), a reszta ekipy testuje granice przyczepności do wody. Po południu Agata z Olafem ruszają do Phuket Old Town. Kolorowe kamienice w stylu sino-portugalskim, wąskie uliczki – zwłaszcza Thalang Road – kawiarnie, galerie, street art i lokalne sklepiki, dlatego jest to klimat tak dobry, że wychodzisz „na chwilę”, a wracasz po trzech godzinach.




Ao Phang Nga National Park – wycieczka kajakowa marzeń
Kolejnego dnia wybieramy się na całodniową wycieczkę łodzią do Ao Phang Nga National Park. Przesiadka do kajaków, jaskinie, ukryte zatoczki i wapienne skały wyrastające pionowo z wody – jakby ktoś połączył film przygodowy z katalogiem marzeń. Na liście obowiązkowej oczywiście James Bond Island, czyli słynna skała z filmu Człowiek ze złotym pistoletem. Wtedy panowie zabierają synów na dziarskie opłynięcie skały dookoła – męskie wyzwanie zaliczone, wszyscy cali, dumni i bardzo mokrzy. Wisienką na torcie okazuje się jednak błyszczący plankton. Po zmroku znów kajaki i cicha zatoczka przy jaskini. Każdy ruch dłoni w wodzie wywołuje niebiesko-zielone błyski bioluminescencji. Magia. Taka prawdziwa, bez filtra i Photoshopa. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy – i długo nie zapomnimy.












Bangkok Hospital – gdy rajskie wakacje skręcają w stronę medyczną
I wtedy… plot twist. Agatę od jednego dnia boli pod prawym dolnym żebrem. Jednak gdy ból nie mija, jedziemy do szpitala. Elegancki Bangkok Hospital: USG, badania krwi i… brak jednoznacznej diagnozy. Co więcej, mamy zaplanowany lot do Bangkoku i decydujemy się nie czekać na wyniki – lecimy do stolicy. Tam opieka medyczna jest jeszcze lepsza, a do Polski też łatwiej wrócić.
Następuje szybka jazda na lotnisko prosto ze szpitala, walizki w rękę i rura do Bangkoku. Wyniki badań dogonią nas później.
Podsumowanie wakacji na Phuket – raj z niespodziankami
Morał? Życie – nawet w raju – potrafi zaskoczyć.
Czasem planktonem, a czasem… USG. 😉






