Wygląda na to, że mamy niedosyt Azji Południowo-Wschodniej. Przez ostatnie pięć lat udało nam się być tylko tydzień w Singapurze i na Tajwanie – więc zdecydowanie za mało, żeby nacieszyć się hałasem skuterów, zapachem street foodu i klimatem azjatyckiego chaosu. Dlatego planujemy 2,5-tygodniowy wyjazd na Sylwestra.
Jak zwykle wylot w drugi dzień Świąt, bo tradycja jest tradycją – a skoro Święta spędzamy w Karkonoszach, to najwygodniej z Wrocławia.
Łowy na bilety – sport ekstremalny 🛫
Znalezienie sensownych lotów to wyzwanie. Przez wojnę na Ukrainie połączeń jest mniej niż kiedyś, więc kombinujemy, porównujemy… w końcu kupujemy bilety w jedną stronę:
Wrocław → Seul (tak, bezpośrednio! I to w piątki 🤩)
potem Seul → Phu Quoc w Wietnamie, gdzie planujemy spędzić pierwsze trzy dni.
Cała podróż zajmuje nam około 24 godzin, a Domi z Cyprianem i dziećmi dodatkowo dolatują jeszcze z Warszawy do Wrocławia… więc mają bonusowe +3h podróży w gratisie. Kto bogatemu zabroni? 😄
Potem w planie mamy kolekcję przesiadek:
- Kambodża → Sajgon
- Sajgon → Phuket
- Phuket → Bangkok
- a na koniec powrót z Bangkoku do Warszawy.
Wrocław → Seul – da się przeżyć, a nawet polubić 😉
Do Seulu dolatujemy po 11 godzinach lotu w całkiem przyzwoitym stanie. To w ogóle najdłuższy rejs pasażerski z Wrocławia – a LOT jak zwykle ❤️: jedzenie, obsługa, wszystko super.
Lotnisko w Seulu jest ogromne. Odbieramy bagaże, nadajemy je ponownie… ale na luzie, bo mamy aż 6 godzin zapasu. Dzieci technicznie są 1. raz w Korei Południowej, ale oczywiście nie zaliczamy tego jako formalnej wizyty – bo co to za pobyt bez kimchi, chaosu ulicznego i chociaż jednej świątyni? 😄
8 lat później… kasa wreszcie wydana 💸
Z kategorii „podróżnicze kurioza”: mamy do wydania około 15 USD, które dostaliśmy tu… 8 lat temu, jako rekompensatę za zniszczoną walizkę od Korean Air. Koperta z $ przez te wszystkie lata leżała grzecznie w naszej „podróżniczej szufladzie”. No i proszę – doczekała się swojej chwili chwały 😂 kupiliśmy zestaw słodyczy, zjedliśmy coś co wydawało się że trzeba jeść na zimno jak lody, po czym okazało się że.. trzeba to było odgrzać w mikrofali 🙂
Lounge, dzieci i kurtka, która powiedziała „pa!” 👋
Spędzamy kilka godzin w lounge, aż w końcu obsługa delikatnie sugeruje, że czwórka naszych turbo-energetycznych dzieci to jednak trochę za dużo szczęścia na raz – i ostatnią godzinę spędzają na dywanie pod wejściem. Też dobre.
Agata w międzyczasie zapomina kurtki. Czy będzie jej brakować przez najbliższe dwa tygodnie? Absolutnie nie.
Czy będzie ciekawie po powrocie do zimowej Warszawy? Oj tak… będzie rześko 😅
Lecimy dalej!
Wsiadamy do EasterJet, przed nami jeszcze 6 godzin i… Phu Quoc, nadchodzimy! 🌴☀️







