Saigon, Ho Chi Minh City, Wietnam 5 stycznia 2026

Ho Chi Minh City po 14 latach – czy Wietnam się „ucywilizował”?

Sajgon (Ho Chi Minh City) wita nas wieczorem i… od razu testuje naszą odporność. Dosłownie. Przylatujemy liniami AirCambodia, a zaraz po lądowaniu Cypriana dopada ostre zatrucie pokarmowe. Szczegółów oszczędzimy (żołądek też), ale zdradzimy, że większość akcji rozgrywa się w kolejce do kontroli paszportowej.

Pasażerowie trzymają dystans. Być może myślą, że to wirus z Wuhan. My wiemy jedno: to Wietnam przywitał nas z rozmachem.

Sajgon kiedyś i dziś – powrót po 14 latach

W Sajgonie byliśmy już 14 lat temu, wpadając tu na weekend w czasach mieszkania w Singapurze. Jeśli ktoś chce poczuć klimat tamtej podróży, zapraszamy do wpisu:

https://totutotam.blog/pod-lupa/ale-sajgon/

Dziś miasto oficjalnie nazywa się Ho Chi Minh City – tak ochrzczono je po 1975 roku, po klęsce Amerykanów w Wietnamie. Ale spokojnie: duch Sajgonu wciąż tu jest. Tylko… bardziej ogarnięty.

Już przejazd do hotelu robi wrażenie. Jest czysto, jest ładnie, a chaos – jakby kontrolowany. Obok hotelu (Marriott Opera) stoi katedra cała w lampkach!

Zwiedzanie Sajgonu i… wysokie klimaty kulinarne

Rano ruszamy zwiedzać miasto. Po śniadaniu kierunek: Pałac Niepodległości – dawna siedziba partii i prezydenta. Wnętrza z lat 70. robią ogromne wrażenie. Co więcej: część designu spokojnie mogłaby dziś trafić do katalogu wnętrzarskiego. Vintage level: mistrz.

Następnie stara poczta, wyglądająca jak żywcem przeniesiona z początku XX wieku. Tuż obok Book Street – klimatyczna uliczka pełna księgarni i pamiątek. Mała, urocza i bardzo „instagramowa”.

Po drodze zahaczamy o jeden z największych targów w mieście. Tu następuje moment logistycznego mistrzostwa:

Basia, mama Cypriana (pozdrawiamy!), wysyła instrukcję zakupu herbaty. Ze zdjęciem liści. I linijką. Takiej precyzji nie powstydziłby się inżynier NASA.

Sajgon z góry – kolacja na 52. piętrze

Popoludniu m spontaniczna decyzja: kolacja na 52. piętrze jednego z sajgońskich drapaczy chmur. Restauracja Sense – zdecydowanie polecamy. Widok? Kosmos. Jedzenie? Również. Bonus: okazuje się, że byli tu też Artur i Teresita (pozdrawiamy – Sajgon jest mały).

Delta Mekongu – tu czas stoi w miejscu

Kolejny dzień to wycieczka do Delty Mekongu. I tu niespodzianka: nic się nie zmieniło. Serio.

Scenariusz identyczny jak 14 lat temu:

  • przeprawa łódką na jedną z wysepek,
  • fabryka cukierków,
  • rejs wąskim kanałem (obowiązkowo w tradycyjnych wietnamskich kapeluszach),
  • obiad – ryba z Mekongu (nie świeciła w dzień, ale w nocy… możliwe),
  • przejażdżka rowerowa po wyspie zamieszkałej przez ok. 3 tys. osób.

Powrót pod wieczór. Zmęczeni, ale zadowoleni.


Sajgon nocą – akwaria, drinki i szok kulturowy

Po powrocie z wycieczki Tomek i Cyprian wychodzą „zamówić pranie”. Prania nie zamawiają. Wracają za to uchachani, bo trafiają do dzielnicy uciech. Wąskie, ciemne uliczki, domy publiczne pod przykrywką masażu – jakby czas zatrzymał się 100 lat temu.

Wieczorem kolacja w restauracji seafood obok hotelu. Największe akwaria, jakie widzieliśmy w restauracji. Wybierasz zwierzę, ono znika, wraca w innej formie. Świeżość: level Wietnam.

Na koniec wieczoru drinki na ulicy zabaw i uciech. Kluby, głośna muzyka, dziewczyny na ulicach.

Nasze dzieci są w szoku, że tak wyglądają „imprezy”.


Czy w Sajgonie jest jeszcze sajgon?

Krótka odpowiedź: coraz mniej.

Dłuższa: Ho Chi Minh City jest dziś czystsze, bardziej uporządkowane i zaskakująco przyjazne. Chaos nadal istnieje, ale jakby po kursie zarządzania.

Rano wylot VietJetAir na Phuket. A Sajgon? Zostaje w głowie jako miasto, które bardzo się zmieniło – i chyba na dobre.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Inne wpisy z podróży

Bangkok: rollercoaster ze szpitalem

Do Bangkoku wróciliśmy po ponad dekadzie. Ostatni raz byliśmy tu w 2012 roku – bez dzieci, bez szpitalnych przygód i z energią, której dziś używamy do pakowania.. plecaków szkolnych.Tamten Bangkok opisaliśmy kiedyś tutaj 👉https://totutotam.blog/pod-lupa/bangkok-czyli-wspolczesna-sodoma-i-gomora-z-pieknymi-swiatyniami/ Tym razem miasto przywitało nas… jak Bangkok. Intensywnie. Bez ostrzeżenia. I dokładnie za to je kochamy. Bangkok: 5-gwiazdkowy szpital i szybka […]

Czytaj dalej

Phuket: raj, plankton i… Bangkok Hospital

Rodzinne wakacje na Phuket: rajskie plaże, kajaki w Ao Phang Nga, bioluminescencyjny plankton i niespodziewany zwrot akcji w Bangkok Hospital.

Czytaj dalej

Kambodża – Kampot, Kep i Phnom Penh. Powrót po 14 latach 🇰🇭

Kambodża po 14 latach: Kampot, Kep, Phnom Penh, crab market, farma pieprzu i Samanea Hotel. Sylwester.

Czytaj dalej

Phu Quoc – wietnamskie Dolce Vita. 100 krajów Olafa.

Lot na Phu Quoc to przygoda sama w sobie. Z Seulu to tylko 6 godzin… ale cała podróż z Wrocławia zajmuje nam prawie 24h. Uwielbiamy takie podróże, prawda? 😄 Lądujemy na Phu Quoc o 21:00 i od razu uderza nas ten cudownie znajomy miks: gorące, wilgotne powietrze + zapach egzotyki. Czy można to kochać bardziej? […]

Czytaj dalej

Wracamy do Azji: Wietnam, Kambodża, Tajlandia 🚀

Plan na Sylwestra: powrót do Azji Pd-Wsch! Loty przez Seul, start w Phu Quoc i dalsza podróż przez Wietnam, Kambodżę i Tajlandię.

Czytaj dalej
Back to top