Bangkok, Tajlandia 22 stycznia 2026

Do Bangkoku wróciliśmy po ponad dekadzie. Ostatni raz byliśmy tu w 2012 roku – bez dzieci, bez szpitalnych przygód i z energią, której dziś używamy do pakowania.. plecaków szkolnych.
Tamten Bangkok opisaliśmy kiedyś tutaj 👉
https://totutotam.blog/pod-lupa/bangkok-czyli-wspolczesna-sodoma-i-gomora-z-pieknymi-swiatyniami/

Tym razem miasto przywitało nas… jak Bangkok. Intensywnie. Bez ostrzeżenia. I dokładnie za to je kochamy.


Bangkok: 5-gwiazdkowy szpital i szybka operacja

Do Bangkoku przylatujemy z Phuket w lekkim stresie (czytaj: nie wiadomo jak będzie dalej..)
Agatę od dwóch dni mocno boli brzuch. Badania robione jeszcze na Phuket… a my nawet nie zdążyliśmy odebrać wyników, bo ze szpitala pojechaliśmy prosto na lotnisko.

Na szczęście mamy Domi i Cypriana, którzy ogarniają dzieci – a to w takich momentach jest bezcenne.

Po lądowaniu jedziemy prosto do prywatnego Bangkok Hospital. Wyniki z Phuket dochodzą, tomografia w 20 minut od wejścia do szpitala (TAK, DWADZIEŚCIA), decyzja: natychmiastowa operacja.

Standard szpitala?
Krótko: w Polsce takich nie ma. Jak hotel 5*, profesjonalizm, perfekcyjna organizacja. Operacja, a potem trzy dni rekonwalescencji. Nie było łatwo, ale warunki – absolutnie top.


Sukhumvit, hotel w dzielnicy uciech i Bangkok, który wystrzelił w kosmos

W międzyczasie Tomek z dziećmi oraz Domi i Cyprian meldują się w hotelu Aloft, w dzielnicy Sukhumvit.
Dopiero na miejscu odkrywamy, że to epicentrum nocnego życia Bangkoku. Ups.

Sama Sukhumvit?
Luksusowe sklepy, bieda, świątynie, street food, drapacze chmur i absolutne kontrasty. Bangkok zrobił gigantyczny skok cywilizacyjny od naszej ostatniej wizyty w 2012.

Tomek kursuje do szpitala skuterem Bolt (bo najszybciej), 1–2 razy dziennie. Stan Agaty po operacji się poprawia zgodnie z planem.

Po dwóch nocach zmieniamy hotel na klasykę gatunku – Royal Orchid Sheraton nad rzeką Chao Phraya.
Widoki? Drapacze chmur, łodzie, miasto, które nigdy nie zasypia.


Bangkok od kuchni: pływające targi, Sky Beach no i mamy Agatę z powrotem

Pływamy łodzią po kanałach – widzimy prawdziwy Bangkok, także ten biedniejszy, nie-instagramowy, ale bardzo autentyczny. Potem Tomek z Domi i dziećmi lokalna knajpa i najlepszy Pad Thai wyjazdu. Bez dyskusji.

Kolejnego dnia (jeszcze bez Agaty) robimy klasykę:

  • Floating Market
  • Train Market – targ, przez który przejeżdża pociąg, bo czemu nie

Wynajęty luksusowy bus z LED-ami, głośnikami i klimatem disco wozi nas cały dzień za… 130 zł. Bangkok cenowo nadal potrafi miło zaskoczyć.

Agata wychodzi ze szpitala w poniedziałek wieczorem.
Osłabiona, „minus jeden organ”, ale w dobrej formie. No i kilka kg w dół przez restrykcyjną dietę po usunięciu woreczka zółciowego.

Nocą Bangkok wygląda najlepiej. No i z góry to już w ogóle sztos.
Neony, podświetlone wieżowce, restauracyjne statki sunące po rzece. Nie ma klasycznego downtown – jest chaos w najlepszym wydaniu.

Dzielimy się na dwie ekipy:

  • Domi i Cyprian zaliczają Grand Palace i świątynię Wat Pho
  • My eksplorujemy ICONSIAM – centrum handlowe wielkości małego miasta

Wieczorem wszyscy spotykamy się na Sky Beach (79. piętro), gdzie widoki są kosmiczne, a drink w ręce. Przeszklona podłoga z widokiem ponad 300m w dół? Tomek rezygnuje z tej atrakcjii (lęk wysokości), dzieci – zero mrugnięcia okiem. Zachód słońca? Absolutny sztos.


Najpiękniejszy hotel w Bangkoku

Kolejny dzień = niespodzianka od Tomka.
Przeprowadzka do The Ritz-Carlton Bangkok przy Lumpini Park.
Wnętrza dopracowane do granic absurdu. Inspiracje do naszego domu zbieramy hurtowo.

Następnie:

  • Jim Thompson House Museum – historia, design, klimat
  • Pożegnanie z Domi i Cyprianem, którzy wracają do Polski – chlip, chlip…
  • My zostajemy – rekonwalescencja Agaty trwa.

Chinatown, tuk-tuki i… złe lotnisko

Chinatown Bangkok to chaos level: expert.
Neony, stragany, tłumy i w końcu… tajskie lody, na które polowaliśmy od początku wyjazdu (łatwiej je znaleźć w Polsce, serio).

Na koniec dnia – przejażdżka tuk-tukiem do Ritz-Carltona. Luksus + chaos = idealne zamknięcie dnia.

W piątek Tomek z dziećmi lecą do Europy, bo już w sobotę zaczynamy obóz narciarski we Włoszech. Agata zostaje jeszcze na rekonwalescencji w Bangkoku. W drodze na lotnisko… klasyk:

  • złe lotnisko (Bolt wybral inne lotnisko),
  • orientujemy się dopiero na złym lotnisku, że jesteśmy.. na złym lotnisku
  • GPS pokazujący przyjazd na główne lotnisko 7 minut po zamknięciu check-in,
  • Po nerwowym przejeździe: Check in zamknięty, ale Tomek znajduje ekipę i namawia do otwarcia check-in
  • cud, chłopcy lecą 😉 Walizki nadane 10 minut po czasie. Udało się.

Bangkok solo – Agata w wersji „lambadziara light”

Agata zostaje sama w Bangkoku na 5 dni.
Trochę jak za dawnych lat – tylko z dietą i bez szaleństw 😉

Dzięki rekomendacjom znajomej Polki (dzięki Kasiu!) mieszkającej w Bangkoku plan jest prosty:
2 atrakcje dziennie + miasto + jedzenie + klimat.

Najlepsze miejsca:

  • Benjakitti Park
  • Pak Khlong Talat + Napasorn Cafe
  • Dusit Central Park (golden hour!)
  • Zachód słońca przy Wat Arun
  • Talad Noi i Song Wat
  • Mandarin Oriental (dla samego klimatu)
  • Muzeum Siam, Grand Palace, rejs po rzece
  • Food courty i ogrody w centrach handlowych

Czy Bangkok jest piękny? Nie. Czy jest fascynujący? Bardzo.

Bangkok nie jest klasycznie pięknym miastem.
Jest intensywny, kontrastowy i absolutnie nieprzewidywalny.

Luksus miesza się z biedą. Drapacze chmur z plątaniną kabli.
Jedzenie jest wszędzie. Ludzie są mili. Miasto żyje własnym rytmem.

Czy warto? Zdecydowanie tak.
Czekamy już na bezpośrednie loty z Warszawy (od jesieni 2026) do tego kosmicznego miasta.

10 dni po operacji, po sprawdzeniu przez lekarza, Agata wraca do Warszawy.. gdzie odpocznie 3 noce przed kolejną eskapadą… w dzikie rejony Afryki 😉

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Inne wpisy z podróży

Phuket: raj, plankton i… Bangkok Hospital

Rodzinne wakacje na Phuket: rajskie plaże, kajaki w Ao Phang Nga, bioluminescencyjny plankton i niespodziewany zwrot akcji w Bangkok Hospital.

Czytaj dalej

Nie ma sajgonu w Sajgonie!

Ho Chi Minh City po 14 latach – czy Wietnam się „ucywilizował”? Sajgon (Ho Chi Minh City) wita nas wieczorem i… od razu testuje naszą odporność. Dosłownie. Przylatujemy liniami AirCambodia, a zaraz po lądowaniu Cypriana dopada ostre zatrucie pokarmowe. Szczegółów oszczędzimy (żołądek też), ale zdradzimy, że większość akcji rozgrywa się w kolejce do kontroli paszportowej. […]

Czytaj dalej

Kambodża – Kampot, Kep i Phnom Penh. Powrót po 14 latach 🇰🇭

Kambodża po 14 latach: Kampot, Kep, Phnom Penh, crab market, farma pieprzu i Samanea Hotel. Sylwester.

Czytaj dalej

Phu Quoc – wietnamskie Dolce Vita. 100 krajów Olafa.

Lot na Phu Quoc to przygoda sama w sobie. Z Seulu to tylko 6 godzin… ale cała podróż z Wrocławia zajmuje nam prawie 24h. Uwielbiamy takie podróże, prawda? 😄 Lądujemy na Phu Quoc o 21:00 i od razu uderza nas ten cudownie znajomy miks: gorące, wilgotne powietrze + zapach egzotyki. Czy można to kochać bardziej? […]

Czytaj dalej

Wracamy do Azji: Wietnam, Kambodża, Tajlandia 🚀

Plan na Sylwestra: powrót do Azji Pd-Wsch! Loty przez Seul, start w Phu Quoc i dalsza podróż przez Wietnam, Kambodżę i Tajlandię.

Czytaj dalej
Back to top