Hanga Roa, Chile 22 lutego 2016

Jednym z głównych punktów naszego pobytu w Chile jest odwiedzenie Wyspy Wielkanocnej – marzenie z dzieciństwa miejsca tak bardzo oddalonego i jednocześnie mistycznego, inspirowanego Filmem z 1994 pod tytułem Rapa Nui.

Ewa dołącza do nas na ponad 2 tygodnie w Chile i dzień po jej przyjeździe i hucznych obchodach 1. Urodzin Olafka wylatujemy do stolicy – Hanga Roa. Na wyspę leca tylko 2-3 samoloty dziennie, które jednak okazują się być nowiutkimi Dreamlinerami 😉 Na samej Wyspie Wielkanocnej jest bardzo długi pas startowy, który jest pasem awaryjnym dla wahadłowców NASA, które ewentualnie mogły zboczyć z kursu wracając na Ziemię.

Lot trwa około 4,5h (3,8 tysiąca km). Do Dreamlinera dostawiają małe schodki – wygląda dość komicznie (pewnie podobnie byłoby z wahadłowcem, który jednak nigdy tu nie wylądował 😉
Na lotnisku wita nas nasza Gospodarz, każdy (Olaf też) dostaje wieniec świeżych kwiatów na szyje i jedziemy do naszego domku. Jeszcze wypożyczenie auta i jesteśmy gotowi do zwiedzania.

Wyspa jest niewielka (pół h jazdy na 2. strone). Hanga Roa – stolica sprawia wrażenie sennej, jednak wspaniałe owoce morza, które jemy przy zachodzącym słońcu powoduje, że zaczyna nam się bardzo podobać. Tomek spędza część na telekonferencjach, ale on tak lubi 😉

Wieczorem idziemy do naszych pierwszych posągów Moai – tak charakterystycznych dla Wyspy Wielkanocnej. Jest ich ponad 800, zawsze ustawione tylem do oceanu, a twarzą do lądu. Większość leży – zostały powalone przez tsunami, wiatry lub w wyniku walk plemiennych w średniowieczu.
Kolejnego dnia intensywnie objeżdżamy wyspę – zaczynamy od zapierającej dech w piersiach plaży Anakena – jedynej na wyspie z grupą Moai – jak zwykle zwróconych tyłem do oceanu. Co za widok! Pamiętajmy, że dookoła jest tylko woda, a najbliższy lot to Chile 3800km stąd..

Dalej wśród pięknych nadmorskich krajobrazów oglądamy leżącego Moai Ahu Te Pito Kura. I w końcu docieramy do kolejnego landmarku wyspy: Przepięknie położonych Ahu Tongariki – Grupy Moai położonych w pięknej scenerii – tyłem do oceanu – a jakże! Widok figur wysokości do 10m majestatycznie spogladających na malutkich nas jest niezapomniany.
Odwiedzamy jeszcze miejsce powstawania Moai – zbocze góry Rano Raraku gdzie widać jeszcze kilka Moai wykutych w skale, które nie zostały jednak przetransportowane (wg jezyka miejscowych nie „doszły”) na swoje miejsce nad oceanem. Znowu piękne widoki, z daleka podziwiamy raz jeszcze Ahu Tongariki.

Ciekawy jest fakt, że pomimo, że grupy Moai były budowane przez różne plemiona rezydujące na wyspie, gdzie niejednokrotnie plemiona konkurowały ze sobą, to jednak wykuwano je w 1 miejscu. Warto dodać, że powstawały ze skały wulkanicznej, z której stworzona jest całą wyspa.

3. dnia oglądamy Orongo – wioskę położoną na skraju 300m klifu oraz wygasłego wulkanu Rano Kau zalanego wodą. Widoki zapierają dech w piersiach! Olaf caly czas trzepocze nogami z wrażenia 😉
Tomek wylatuje 3, dnia, a Ewa z Agata wracają jeszcze na plaże Anakena i zachód słońca z Moai – wracają dzień póżniej.

Rapa Nui – pewnie już nigdy tu nie wrócimy, ale zdecydowanie warto było lecieć taki kawał drogi, żeby Cię poznać! Polecamy!

Praktyczne:
– Lot Santiago – Wyspa Wielkanocna – USD 600/ osobę
– Nocleg – domek – Cabañas Anavai Rapa nui – USD 200/ dobę

Komentarze

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Inne wpisy z podróży

    Co za Kartagena!

    Po przyjeźdze z Santa Marty pospiesznie logujemy się w naszym boutique hotelu i udajemy się na kolację do historycznego centrum Kartageny. Przez kolejne 2 noce śpimy w pięknej willi tuż za murami starego miasta, z ogromnym tarasem i widokiem na morze.. Gdzie ciagle wieje! Kartagena robi na nas ogromne wrażenie! Stare miasto otoczone jest wysokimi […]

    Czytaj dalej

    Santa Marta – Kolumbia nas zadziwia!

    Z Chile przylatujemy do…Bogoty i dalej do Santa Marta na karaibskim wybrzeżu Kolumbii. Miejsce wybieramy z polecenia Ewy, a sam bilet lotniczy kupujemy na niecałe 24 godziny przed odlotem! Podróż mija sprawnie i bardzo szybko. Santa Marta to niewielka miejscowość, która czasy swojej świetności ma już za sobą, jednak jest… najstarszym kolonialnym miastem Ameryki Południowej, […]

    Czytaj dalej

    Santiago – praca, góry, słońce. I powrót? Nie do końca.. ;)

    Kończy się nasza przygoda w Santiago – to były świetne dwa miesiące. Intensywne dla Tomka ze względu na pracę (długie godziny i wyjazdy), ale jednocześnie spędzone w słońcu, zwiedzaniu, czas z rodzicamu Tomka oraz Ewą (w sumie mieliśmy gości przez 5 tygodni), poznanych nowych znajomych (z pracy Tomka, Polki mieszkające w Chile oraz Macarena – […]

    Czytaj dalej

    Po deszczu zawsze wychodzi słońce..

    W ramach ucieczki przed złą pogodą jedziemy na północ. Zatrzymujemy się na noc w Valdivii – mieście zachwalanym przez Chilijczyków. Na dzień dobry udajemy się do browaru Kunstmann – jednego z najbardziej znanych w Chile. Jednak jest tam taki tłum, ze rezygnujemy ze zwiedzania. Jest pochmurno, miasto wygląda niespecjalnie, mimo, że położone jest nad krętą […]

    Czytaj dalej

    Co za zmiana… Mokro.. Jeziora w Chile.

    Chcemy maksymalnie wykorzystać czas, więc po długich dyskusjach czy jechać do Patagonii czy do Krainy Wielkich Jezior wybieramy to 2. Na Patagonie Olaf jest jeszcze za mały i nie wytrzyma trekkingu trwającego 2-3 dni przy temperaturach w okolicach 0-10 stopni C. Przylatujemy zatem do Puerto Montt i… jesteśmy zaskoczeni, bo pada i jest zimno – […]

    Czytaj dalej

    Atacama – Pustynia gwiazd, flamingów i wulkanów

    Na Atacame lecimy osobno – Agata z Olafem i rodzicami leca w piatek rano, a Tomek dolatuje wieczorem po pracy. Po przylocie, jeszcze na lotnisku w Calamie wypożyczamy auto- Mitsubishi L200 pickup- cala procedura trwa ponad 1,5 godziny i doprowadza nas do goraczki! Na szczęście Olaf dostaje otelik za darmo do tej czerwonej ciężarówki. W […]

    Czytaj dalej

    Chilijskie wina i artystyczny nieład w Valparaiso

    Agata i Olaf w miłym towarzystwie rodziców Tomka udaje się w regionie winnic – Casablanca Valley, położonej w połowie drogi między Santiago a Valparaiso (nadmorską miejscowościa). Region ten słynie z produkcji win – Chardonnay, Sauvignon Blancs and Pinots. W sumie odwiedzamy dwie winnice- Emiliana, która słynie z produkcji win organicznych oraz Indomita – przepięknie połozonej […]

    Czytaj dalej

    Garnki i wodospady

    Pierwszy weekend po przyjeździe Tomka rodzicow decydujemy sie spędzić w okolicach Santiago. W sobotę po śniadaniu i naszej przeprowadzce do nowego (jakże fajnego!) domu jedziemy do miejscowości Pomaire, która słynie z produkcji wyrobów glinianych, głownie naczyń. Wzdłuż urokliwej uliczki koncentruja sie nie tylko sklepiki sprzedające gliniane towary, ale również knajpy z tradycyjnymi specjalnościami kuchni chilijskiej. […]

    Czytaj dalej

    Nowy Dom – Santiago

    Do Santiago lecimy z Meksyku przez Paname. Zatrzymujemy sie w hotelu “W”, który staje sie naszym domem przez kolejne 3 tygodnie. Hotel znajduje sie w finansowej dzielnicy miasta , Las Condes, przez miejscowych zwanej Sanhattanem (tutejszy Manhattan). Dzielnica jest bardzo nowoczesna, poza biurowcami, znajdują sie tu tez liczne apartamentowce, ciekawe knajpy i restauracje. Widac tu […]

    Czytaj dalej
    Back to top